PolskiEnglishPortuguês
Artykuły
Wywiad dla Gazetownia.pl (nr 12/2012)
dodano: 2013-01-02
Fragment wywiadu dla ,,Gazetownia.pl". 

Szkic i grafika

 Kiedyś nie lubiłam szkicować, ale teraz szkicownik zawsze mam pod ręką. Szkicowanie uruchamia cały proces twórczy, rozwija wrażliwość, uczy uważnego patrzenia. Gdy pojawia się interesujący motyw, staram się go naprędce zanotować. Potem przekładam go na język grafiki. Efekt jest inny, bo przecież są inne narzędzia, sposób utrwalenia obrazu. To przetwarzanie motywu jest fascynujące, chociaż długi proces robienia grafiki może spowodować utratę elementu improwizacji, spontaniczności.

Jak powstaje taka grafika?

Najpierw kompozycję utrwala się, czyli trawi w specjalnym roztworze. Powstaje matryca z utrwalonym na niej rysunkiem. Po opracowaniu matrycy robi się serię odbitek, czyli nakład. Jeśli praca ma być barwna, ustala się kolory. Każda grafika ma swoją ,,metrykę”. Zapisuję, jak nakładałam farby, zapisuję kolory, żeby za jakiś można było zrobić identyczną odbitkę w ramach kontynuacji nakładu. W moim przypadku cały proces stworzenia jednej grafiki trwa od dwóch do trzech miesięcy. Inaczej jest w technice monotypii. O ile w przypadku druku wklęsłego z jednej matrycy z utrwalonym obrazem robi się cały nakład, czyli wiele identycznych odbitek, o tyle w monotypii powstaje tylko jednak praca. 

 Inspiracja

Szkicownik jest niezbędny, zmusza do patrzenia i obserwacji. Wszystko może być inspiracją. Przez pewien okres miałam nogę w gipsie i byłam unieruchomiona. Moją inspiracją stała się telewizja, a w szczególności postaci spikerów w dziennikach telewizyjnych. Uznałam, że niesłusznie wyrzucam ze świadomości rzeczy banalne i na oko pozbawione walorów estetycznych. Z tego oglądania telewizji powstała cała seria rysunków, a teraz grafik.

Dookoła siebie

Prowadzenie szkicownika nauczyło mnie bycia uważnym. Ta niezobowiązująca forma zapisu uczuć, impresji dużo uczy. Kiedyś fascynowała mnie grafika w wersji czarno-białej i myślałam, że tak będzie zawsze. Ale kolor zaczął pojawiać się naturalnie i w pewnym momencie stał się niezbędny. Kiedy mogę, odwiedzam Lizbonę. Tam najłatwiej mi naładować akumulatory, odświeżyć spojrzenie, głównie za sprawą światła i przestrzeni, której znaczną część zajmuje woda. Taka zmiana dla oka jest zbawienna. Po powrocie inaczej patrzę się na rzeczy, które dotąd wydawały mi się nieważne.

rozmowę prowadziła Katarzyna Bogucka

« Powrót